Zbornik «Našaj Niwy» (1912)/2/Taklusia-suchotnica

Zło nie zaŭsiody — zło Taklusia-suchotnica
Апавяданьне
Аўтар: Кандрат Лейка
1912 год
Staraja Biełaruś
Іншыя публікацыі гэтага твора: Таклюся-сухотніца.

Спампаваць тэкст у фармаце EPUB Спампаваць тэкст у фармаце RTF Спампаваць тэкст у фармаце PDF Прапануем да спампаваньня!




Taklusia-suchotnica.

(Biełaruskije typy).

Až žal biare, jak uzhlanieš na Taklusiu: chudaja, — adny kości, twar asunuŭsia, pazielanieŭ, wočy zawalilisia hłyboka pad łob, hrudzi wysachli, ruki cialopajucca, jak ščepki, choć u trunu kładzi. — Suchotnica! kažuć ludzi, z žalem hledziačy na Taklusiu: i ŭ čym tolki jaje duša dzieržycca?

Zapaŭšyje u padłobje hłyboka wočy, smutny, zadumčywy twar, zmorščeny łob i mocna scisnutyje wusny, usio heta jaŭna dawodzić, što u swajej dušy Taklusia nosić niejkuju wielmi dakučnuju dumu, ad katoraj jana nijak nia može adwiazacca i katora kiruje jeju, kudy zachoče. Ad hetaj dakučnaj dumki, što, jak pjaŭka, smokče jaje serce, jana musić i wysachła.

Jakaja heta dumka apanawała Taklusinym sercem i ssušyła jaje samuju, — ab hetym my dawiedajemsia potym, pačekaŭšy troški, a ciapier pahladzimo, jak žywie naša suchotnica.

Choć na ŭzhlad Taklusia pakazwajecca ščupłaju i błahoju, ale na ŭsim siale ličycca pieršaju rabotnicaju, wielmi zdatnaju da ŭsiakaj haspadarskaj sprawy.

Kožyn dzień jana ŭstaje ješče dzie da pieŭnioŭ is pacierami pryjmajecca za rabotu: hatowić strawu dla swajej siamji, pradzie kudzielu, abo šyje dzieciam saročački dy nahawički. Ujecca ŭ swajej ciomnaj chatcy, jak pčołka u wulejku; i za što ni woźmiecca, rabota u jaje prosta kipić i sporycca.

Nudna hudzić u Taklusinych rukach puzataje wiereciano, traščyć u piečy, razharajučysia, udušliwy jadłowiec, chrapuć na zapiečku pad starym radnom zasnuŭšyje chłopcy, a nad hetymi hałasami, jak zwon nad kirmašnym homanam, niasucca poŭnyje žalu, poŭnyje nadziei i ciopłaho čućcia słowy Taklusinych pacieroŭ: «Jezu dobryj, Bože miłaściwyj! zmiłujsia nad nami, ludźmi niamočnymi, atpuści nam našy ciažkije hrachi i atkryj nam swaju światuju wolu»…

Zimoj Taklusia dahledzić, jak najlepiej swaju chudobu — karoŭku i wolikoŭ, nakormić u poru awieček, zazawie u chatu aziabšych parasiatak i abahreje ich pad zapiečkam, a zatym nie zabudzie i swaich chłopčykoŭ: taho da škołki wyprawić, ułažyušy u radnianu torbačku kawałaček chleba dy dźwie, try kartopielki, druhoha pašle da panskaho dwara na padzionnuju rabotu, kab zarabiŭ jaki-niebudź hroš, a samych maleńkich, što ješče na zapiečku sidziać biez nahawic, pazabaŭlaje i ŭ poru nakormić—napoić, a kali treba, to trošku i prystrašyć…

U letku, uprawiŭšysia kala domu, Taklusia z uschodam sonca śpiašyć na pole žać. Pierš jana žnie sabie, a potym, jak padhonić swoj kaśnik dapaławiny paletkaŭ, najmajecca da raboty u haspadaroŭ, abo da panskaho dwara, kab zarabić sabie troški hrošej na roznu patrebu.

Usiudy, ci na swajej, ci na na čužoj postaci, Taklusia u raboci pierša; nichto nia ŭmieje hetak chutka i rouna žaci, jak jana; ni ŭ kaho snop nia wyjdzie hetakim tuhim i zhrabnym, jak u jaje.

— Nia žnie, a hraje!.. kažuć ludzi, zajzdrośliwa hledziačy na Taklusinu rabotu.

U raboci Taklusia mała haworyć, bolš maŭčyć i ab niečym usio dumaje. Jakaja dumka lažyć u jaje na sercy, nichto nia wiedaje, ale pa jaje wačach i pa twaru usiaki može dahadacca, što dumka heta wielmi ciažkaja i nieadwiaznaja. Inšy raz u Taklusi zrazu apuskajucca ruki, sierp padaje na ziamlu, plečy wyprastoŭwajucca, i jana, ustawiŭšy ŭplerad, u siniuju mhłu swaje zapaŭšyje wočy, pačynaje horka płakać; i slozy bujnymi, kruhłymi kaplami kociacca z jaje wačej na kalučaje ržyšče.

— Boh s taboj, Takluśka, čaho ty płačeš? — dapytywajucca žanki.

— Ach, maje wy siastronki, — atkazywaje jana: jak že mnie, biazdolnaj, nie płakać… Čym maje siroty buduć žyci, jak ja pamru? Pa adnamu zahonu ziamli i taho kožnamu nie stanie, a zapasu u haspadarcy nima nijakaho… Pryjdziecca im, biednym, s torbaju pa świeci iści… Bože moj, Bože moj!.. Jak tolki projduć hetyje, niet wiedama skul nachłynuŭšyje, ciažkije, žurliwyje minuty, Taklusia znoŭ biarecca za swaju rabotu, i iznoŭ ludzi dziwujucca, jak jana chutka i zhrabna žnie.

∗                    ∗

Pracawitaja i nadta razumnaja kabieta Taklusia, ale nia daŭ jej Boh dobraj doli. Wielmi rana, čuć nie na parozi žyćcia, spatkało jaje nieščaście. Jak tolki wyjšła zamuž, a heta było na wosiemnadcatym roku jaje žyćcia, zaraz pa šlubie pan pastaŭ jaje haspadara na wicinu, płyte spłaŭlać pa Ščary ad Słonima da Prusaŭ. U toj rok jakraz nadta rana začałasia zima; užo na Kryža duŭ s poŭnačy wostry wiecier i zletaŭsia śnieh, a s Pakroŭ pačali zamierzać rečki. Płyty pa Ščary płyli cicha, z zadzieržkaju i pryjšli na miejsco nia ŭ toj termin, što treba było pawedle dahaworu. Za hetu niespraŭnasć ciwun abwinawaciŭ Taklusinaho haspadara i, kab skarać, zwialeŭ pasadzić jaho na tydzień u ladoŭniu i kožyn dzień, razłažyŭšy na apołku, siekčy rozhami u try nawaroty. Haspadar ledźwie žywym wiarnuŭsia da domu; i choć paśla hetaho žyŭ ješče doŭha, ale rabotnika z jaho dobraho užo u haspadarstwie nie było: jon bolš usiaho ležaŭ na piečy i stahnaŭ ad łamaćcia, što hnuło jaho u duhu i kryšyło jamu ruki dy nohi. I usiu rabotu pa haspadarstwie pryjšłosia wynasić ra plečach adnej Taklusi…

Pašli dzieci. Tut znoŭ bieda: słabiejšyje umirali, treba było chawać, a lepšeńkich i dužejšych, jak tolki padrastali, zaraz zabirali u maskale, na Carsku słužbu; i znoŭ Taklusia-suchotnica astawałasia adna na haspaharcy i pawinna była usiudy sama paśpieć: i ŭ doma, i ŭ poli, i na aharodzi. Ciažka dola, ale što zrabić? Papłače kabieta, patužyć, pažalicca ludziam na swaju niadolu, dyiznoŭ biarecca za rabotu, — idzie žać, hrabić siena, abo małacić.

Kožyn čeławiek, jakoje-b ni było ciažkoje i ciomnaje jaho žyćcio, zaŭsiody može znajści u im dziela siabie niešta takoje, što choć na adnu chwilinu aświecić i sahreje jaho serce. Byŭ hety Božy dar i ŭ Taklusi: jana nadta lubiła les, siniaje nieba i ŭsiu krasu Božaho świetu. Wiasnoj, jak tolki-što raspuściacca drewy, jana wyjdzie sabie s swajej chatki, abaprecca kala warot na pletnik i doŭha-doŭha lubujecca maładym, adno što raspuściŭšymsia laskom, što raście za siałom, niedaloka ad sialiby; abo z wialikim napružeńniem słuchaje śpiewy sałaŭja, ci kukawańnie ziaziulki. Staić Taklusia začarowana krasoj maładoj wiasny, staić nie šawielicca, jak prykawanaja nijak nia chočecca jej adrywać wačej ad maładoha zialonieńkaho lasočku i iści u kurnuju ciomnuju chatu… Inšy raz heta lubawańnie wiesnawymi čarami wyzywaje u Taklusi smutak i kančajecca ślezami. Hladzić suchotnica na zialony les, na siniaje nieba i abliwajecca horkimi ślezami.

— Čaho ty, Takluśka, płačeš? pytajucca u jaje susiedzi.

— Oj, žonački, nie mahu wytrywać, ad ciažkoha žalu serce rwiecca na kuski… Hladziecie, kolki na świeci jość krasy, radaści, łaski i inšych Božych daroŭ, a ludzi spawity žalem, jak pole tumanom u wosień, zamučeny horem, ciažkaju biadoju dy roznym zdzirstwam…

Haspadar moj zamučeny umiraje; wun Makryna, Karoćkawa dziaŭčynka, lažyć kolki let chworaja, biaz noh, u dzieda Jakuba starasta pradaŭ apošnich awieček za nieŭpłatu padatku… Kudy nie ŭzhlanieš — usiudy płač, ślozy, kryŭda, zniščeńnie. Ludzi, jak waŭki dušać adzin-druhoha. Dužejšy, kab moh, hatoŭ słabiejšaho utapić u łožcy wady…

— Bože moj! dzie-ž praŭda, luboŭ, łaska i radaść… Iznoŭ zapaŭšyje wočy Taklusi napaŭniajucca horkimi ślezami…

Sama Taklusia nie adukawana, — nia ŭmieje ni čytać, ni pisać, ale u druhich ludziach adukawanie nadta wysoka cenić i z usich sił starajecca, kab swaich dzietak dawiaści da rozumu i zrabić ich piśmiennymi. Jak adno — što padraście katory jaje chłopčyk, jana na apošni hroš sprawić jamu łapciki, pašyje siermiažku i pašle da škołki z nakazam:

— Hladzi-ž, synok, słuchaj tam nastaŭnika i dobra wučysia, dy budź asciarožny, kab čym nie praškopicca…

Apryč taho, jana wielmi lubić słuchać čytanie i časta wiečerami zahadaje swaim chłopčykam u hołas čytaci jej razmawityje historyi.

— Pačytaj mnie, synku, troški, bo nadta mianie nuda spanawała: može kryšku razwiejucca maje čornyje dumki…

Adzin chłopčyk, zapaliŭšy łučynu, świecić, a druhi biare knižku i pačynaje čytać… Taklusia pradzie kudielu i słuchaje. Ale, kab dobra čuć, što chłopčyk čytaje, jej treba nadta mocna naprahać słuch, bo jenk i stohny chworaho haspadara, ležačaho na piečy, dy zawywańnie na dware miacielicy pierasiliwajuć i hłušać słaby hołas čytača.

Ot končyŭ chłopčyk čytańnie, zharnuŭ knižku i zacich. Taklusia i kaže:

— Zdajecca ja wielmi dobra słuchała, jak ty, synku, čytaŭ, a zrazumieć usiaho nijak nie zmahu; u hetym twaim čytańni jość mnoha čaho ciomnaho…

Ty nie scikawiła usiaho, — adkazwaje syn: bo heta knižka rasiejskaja…

Skažy-ž, ty mnie, synok, — dapytwajecca dalš maci: ci nie rastłumačwaŭ wam u škołcy nastaŭnik, abo baciuška, čamu heta nidzie nima knižek nadrukawanych našaju mowaju, tajeju što woś my haworym s taboju?..

Jany kažuć, što naša mowa mužyckaja: jaje treba zabywać; u škołcy nam nie pazwalajuć hawaryć pa našamu. Anahdas ja piered wučycielem abmyliŭsia i ŭ raskazie zamiesta «kusok» skazaŭ pa našamu: «kawałak». Nastaŭnik staŭ kpić z mianie i nazwaŭ «łapciem». Chłopcy doŭha śmiejalisia…

— Bože naš! dziwicca suchotnica: u kaścieli haworać pa polsku i ješče pa niejakamu, u škołcy dy u wałasnym praŭleńniu pa-rasiejsku, a čamu-ž heta nidzie nie haworać pa-našamu?.. Jakije-ž my nieščasnyje; nam nia možna hawat malicca pa-swojmu; my pawinny zabywać swaju rodnuju mowu… Dzie-ž heta praŭda?..

Bolš u hety wiečer ničoha nie hawaryli. Patušyli łučynku, i lahli spać. Na dware pad woknami usiu noč kruciłasia i wyła, jak adureŭšaja, miacielica, a na piečy ciažka stahnaŭ chwory haspadar.

U hetu noč Taklusi śniŭsia wielmi ciažki i strašny son. Jej pakazałosia, što kawal, Pranuk, pierewiarnuŭsia u čorta, wyras ad ziamli da samaho nieba i ŭ swaich wializnych ručyščach dziaržyć wializnyje abcuhi, nahretyje u harnie da čyrwacienia. Łapami hetych abcuhoŭ kawal abščamiŭ cełuju hramadu ludziej i dušyć ich, prypiekajučy, tak što až cieła u niebarakoŭ šypić i zbiehajecca u puzyre… Tut Taklusia nadta spałochałasia i raskryła wočy…

— Zhiń ty, mara, prapadzi!.. šeptała jana, žehnajučysia, i bolš užo u hetu noč nie zmahła zasnuć…


∗                    ∗

U našych ludziej jość šmat ješče čaho nia wytłumačenaho i wielmi zahadačnaho. Inšy pracaŭnik žywie ŭsio swajo žyćcio u kàłu dy u biadzie, nie bačyć praz ślozy Božaho świetu, u nudzie pławaje, u žalu zachlebajecca; zdajecca, hledziačy na hetaho ubohaho čeławieka, što u duše jaho apryč dumki ab pracy dy praklaccia na swajo ciažkaje žyćcio bolš ničoha nima. Ale nie: časta bywaje, što u hłybokich tajnicach serca hetych zabitych ludziej žywuć wialikije mysli i čućcia, abchwatywajučyje saboju dolu ŭsiaho narodu z usimi jaho niaŭzhodami i pažadańniem.

Ot hetkaja i Taklusia: žywie u biadzie dy ŭ ciemnacie, pracuje jak woł pad jarmom, a myślami abyjmaje žyćcio usiaho swajho narodu i choče razhadaci usie tajnicy jaho doli i wiedać jaho budučynu.

Piered Taklusiaj ciapier nierazhadannaju zahadkaju stajało try cikawych pytańnia:

Pieršaje: kali pamiž ludźmi budzie praŭda?

Druhoje: ci daduć kali-niebudź biedniakam ziamli?

Trejciaje: kali usim ludziam pazwoleno budzie wučycca i malicca na swajej rodnaj mowie?

Hetyje try pytańnia wostrym klinam zabilisia ŭ haławu Taklusi i jana nijak nia može ad ich adwiazacca. Jak cień jany usiudy chodziać za jeju i prosiacca na razhadku.

— Kab našoŭsia jaki-niebudź mudrahiel, — haworyć jana swaim susiedkam, — i rastłumačyŭ mnie ŭsio heta, jak treba, može u mianie palahčeło-b na dušy, a to nadta ciažka.

I jak tolki sustrenie Taklusia jakoha niebudź staroha maskala, abo žebraka, ci piśmiennaho staraca zara zakliče ich da siabie i pačynaje dapytywacca, kali ludziam budzie lepš žyć na swieci. Na het- Taklusino pytańnie adny maŭčać i ciažka ŭzdychajuć, a druhije haworać nadta mnoha, ale ješče nichto swajej atpowiedździu nie prywioŭ jaje da poŭnaho zdawoleńnia.

K. Lejko.