Zbornik «Našaj Niwy» (1912)/2/Try zładziei

Piać łyžek zacirki Try zładziei
Вершаванае апавяданьне
Аўтар: Стары Улас
1912 год
Rodnyje zjawy
Іншыя публікацыі гэтага твора: Тры зладзеі.

Спампаваць тэкст у фармаце EPUB Спампаваць тэкст у фармаце RTF Спампаваць тэкст у фармаце PDF Прапануем да спампаваньня!




Try zładziei.

I ciapier, i bywała jość zdarennioŭ nimała,
Jak nimała na świeci narodu;
Ja jšče pomniu, — ci čuli? — jak nam prawiŭ dziadula
Adnu dziŭnu i śmiešnu pryhodu.
— Dzietki, — tak jon hawore — u adnym miejscy, za morem,
U Niamiecčynie, za časoŭ daŭnych,
Dzie kraj mudry, bahaty, i narod panawaty,
Troch zładziejoŭ było wielmi słaŭnych.
Woś adnoju paroju mieli radu z saboju,
Kudy kinucca im na ŭzdabyču?
Adzin kaže: «da wioski», druhi kaže: «da Mośki»,
Staršy kaže: «da pana, ja žyču
A jamu haworać tyje: «tam sabaki lichije,
«I zamki wielmi krepki da toha,
«Dy žalezny akowy, mur wysoki i nowy,
«I dworni, jak na licha, tam mnoha».
— «E, nima što bajacca, tolki treba uziacca,
«A užo dobryje budziem mieć huli»!
I, padkraŭšysia rakam, sypnuŭ ziella sabakam;
Tyje zrazu, jak widziš, pasnuli.
I, wajšoŭšy ad sadu, dastaŭ niejku pryładu
Dy akno z ramkaj wyniaŭ biaz muki,
Sam palez u pakoi, staŭ zbirać sioje-toje,
Što papała na skora pad ruki.
Jon tam doŭha staraŭsia i da skarbca dabraŭsia,
Što byŭ tuha, jak kijem, nabity;
U im ležało biaz konca i rubloŭ i čyerwoncaŭ,
Na dnie pojas iz zołata lity.
Tam jany da astatka ŭsio abčyściŭšy hładka
Usie čysta kutočki i šparki,
Wyjšli, ŭsio pazbirali dy dzialicisia stali
Miž saboju biaz kryŭdy, biaz swarki.
I uziali tak kłaści na try roŭnyje čaści,
Ale pojas byŭ wielmi pryhodzien:
Za jaho stali bracca, pačali tut sprečacca,
A ŭstupić to nia choče niwodzin:
Staršy kaže: «paždžycie, kałatni nie rabicie,
«Bo dabra s taho peŭnie nia budzie:
«Jak nimašaka zhody pojdziem da wajewody:
«Jon nas chiba najlepiej razsudzie».
Ale wiedać nia škodzie, što tamu wajewodzie,
Dzie zharnuli bahaćcia ni mała,
S čerady być sudździoju nad tajej staranoju
Akurat pad toj čas wypadała.
I sudździa toj takuju mieŭ nałohu brydkuju:
Lubiŭ wielmi, jon kazki; bywała,
Zimu, wosień i leta trymaŭ chłopca na heta,
I toj bajaŭ jamu, što papała.
Spać zdarowy, ci chwory — musiŭ u panskaj kamory,
U kutku pry dźwierach na pamości;
Pan, jak tolki pračniecca, na chłapca adazwiecca,
Kab jon bajaŭ charošaho štości,
Wotaž złodziej toj staršy, pad waknom cicha staŭšy,
Abydwom skazaŭ pilna pasłuchać,
Sam palez da pakoju, loh za chłopca śpinoju
Tamu ziella pad nos daŭ paniuchać;
A tady na trywohu nahoj hruknuŭ ŭ padłohu,
Dy zachrop na ŭsiu pansku kamoru.
Pan, jak widziš, pračnuŭsia, na chłapca nawiarnuŭsia:
«Kažy kazku, ty šelma»! — hawore.
Toj, zmianiŭšy razmowu, pačaŭ kazku takowu:
«Za harami, daloka na świeci
«Było niekaliś stałych troch zładziejoŭ udałych,
«Dwoch małodšych, starejšy byŭ treci.
«Jany ŭ nočku tumannu, k adnamu pryjšli panu
«(Daznalisia, što hrošej mieŭ mnoha).
«Staršy znaŭ zahawory, dyk palez da kamory
«Na dworniu snu nawioŭšy ciažkoha.
«Jon tam łaziŭ i hnuŭsia, ažno ŭ skarbcy spynuŭsia,
«Choć toj wielmi darečna byŭ schowan;
«Tam na samym wiaršočku, jak i ŭ nas, moj panočku,
«Lažaŭ pojas iz zołata kowan.
«Złodziej heny ŭsio z domu padawaŭ byŭ druhomu,
«A ŭžo trejci adnosiŭ jšče dalej,
«I woś hetkim paradkam wielmi spraŭna i hładka
«Toha pana na čysta abkrali.
«Pa raboci toj śmiełaj, jak pryjšło da razdziełu,
«Wyjšła ŭ ich kałatnia nie małaja:
«Razdzialiŭšy ŭsio hładka, za pojas wyjšła zwadka,
«Jaho kožyn sabie zabiraje.
«Jak zdajecca panočku, — (dy sypnuŭ iz miašočka),
«Kamu pojas pawinien dastacca»?
A pan cicha i skora užo sonny hawora:
«Wo! staršomu! — nima što pytacca»!
Jak toj wylez adtula, «a što? — kaže, — ci čuli,
«Što skazaŭ nam sam pan wajewoda»?
Dyk na tym astałosia, što kamu dawiałosia,
I nastała iznoŭ u ich zhoda.
Jak dačulisia niedzie wajewody susiedzi,
Lezuć ŭ wočy i roŭny, nia roŭny:
Ludzi, k žartam achwočy, kpiać, smiajucca za wočy,
A najhorej miascowy duchoŭny.
Dyk tamu wajewodzie stała słuchać ŭžo hodzie:
Jon puściŭ pahałosku takuju,
Kab starejšy toj złodziej k jamu śmieła prychodziŭ,
Bo jamu pan usio padaruje.
Niejak raz adwiačorkam — sieradoj, ci aŭtorkam
Jak zdajecca, wiasienniaj paroju
Zdarawienny mužčyna, rostam zo try aršyny
Pajawiŭsia u panskim pakoi.
Pan toj zrazu spužaŭsia, dy ŭ taho zapytaŭsia:
«Ty adkul tut uziaŭsia, jak z jamy?
«Mo ty pojas mnie spławiŭ, dy jšče kazku tut prawiŭ»?
— «Heta ja, moj panočku, toj samy».
— «Wotaž tabie, moj bratka, wybačaju na hładka,
«Možeš nat baryša spadziewacca,
«Kali zrobiš ty štuku duchoŭnamu ŭ nawuku,
«Kab ja moh dy nad im adśmiejacca»!
— «Dobra! — heny hawore, — adśmiaješsia i skora,
«Aby tolki chwatało achwoty»…
I, pazwaŭšy družakaŭ, zławiŭ dźwie torby rakaŭ
Dy zabraŭsia da mudraj raboty.
Pajšli ŭ poŭnač hłuchuju u bažnicu u tuju,
Što stajała na krai ŭ addali,
Usim rakam na plečy nalapili pa świečy,
Zapaliŭšy ich, poŭzać puskali.
Dy prybraŭšysia sami u dwoch pasłuhačami,
Ŭsio światło zapaliŭšy na kiepstwa,
Staršy ŭzdzieŭ dziela widu duchoŭnuju chłamidu,
Pačali razam prawić malebstwa.
Storaž kali pračniecca, — sam ni znaje, dzie dziecca,
Kinuŭ wokam praz ščylinu ŭsiudy
I sa stracham, s trywohaj pior da domu darohaj,
Ledź pramowiŭ jon: «dziwy ŭ nas, cudy»!
Pastor naš pracior wočy: «što za licha pa nočy?
«Zwarjacieŭ čeławiek mo časami»?
Toj skłaŭ ruki na hrudzi: «tam anioły, nia ludzi,
«U Bažnicy ŭ nas molacca sami»!
Dyk i jon prypior skora, «Fater Unser» hawora,
Na ziamlicu upaŭšy nic twaram,
I ślazinku uronie, ažno heny hamonie
Da jaho, što stajaŭ prad aŭtaram:
«Bracie, — kaže, — moj miły, z Boskaj mocy i siły
«Tabie wiedać siahońnia patreba
«Na sam pierad woś toje, za žyćcio za światoje
«Z dušoj, s ciełam ty pojdzieš da nieba.
«Tolki pomni, moj bracie, što twajo ŭsio bahaćcie
«Dla ubohich pawinno astacca;
«Ty-ž praz miesiac iz domu, ni skazaŭšy nikomu
«U darohu pawinien sabracca».
I światło pahasiŭšy, dy rakoŭ paławiŭšy,
Pajšli śmiejučysia da domu;
A naš pastor, što maje, usio skora zbywaje
I ni kaže ničoha nikomu.
A tut, z wietram by chmarka, pralacieŭ miesiac šparka
I para ŭžo zbiracca ŭ darohu;
Ŭ wadnu nočku panuru, pad hrymoty i buru
Dali znać u Bažnicy trywohu.
A duchoŭnika ŭ nieba budzić doŭha nia treba:
Jon ličyŭ siabie hościem u domu,
Dyk, jak bačyš, prychodzie i tak sama znachodzie
Toje ŭsio, što było miesiac tomu.
Jamu hość na pačatku kaže: «wotaž, moj bratka,
«Ja ad Boha siahońnia prysłany,
«Što wiedać patreba, kab dastacca da nieba,
«Treba leści u miech u skurany».
I duchoŭnik naš bače, jak u dwoch pasłuhačy
Padstaŭlajuć wializny miech — s puniu!
Jon niapewien, što budzie, skłaŭšy ruki na hrudzi,
Swaju biednu hałoŭku ŭžo sunie.
Tyje, doŭha nie ždaŭšy, krepka miech zawiazaŭšy
Paciahnuli jaho ad paroha;
Tolki z miecha stahnało jak jaho padkidało,
Pakul skončyłaś ŭ nieba daroha;
Až burčeli kamieńnia jak ciahnuli z sialeńnia
Na haru dzie wisielnia stajała;
Tam wiaroŭkaj miech skora padciahnuli u horu
I pašli, jak ni ŭ čym nie bywała.
A na zaŭtraje z ranku wajewoda z nahajkaj
I haściej naprasiŭšy sabrańnie,
Dy usiej hramadoju akurat ŭ miesce toje
Zdumaŭ jechać na palewańnie.
Bytcym ŭ rečy ni znaje dy u hołas pytaje.
«A tut što? jšče čaho niebywała»!
I, rubnuŭšy pałašam, — «ja cie — kaže — pastrašu»!
Miech upaŭ, až ziemla zastahnała.
A tut słužki prypali, dy miašok razwiazali,
Adtul pastor wyłazie pawoli…
Wajawoda-ž paciechu mieŭ wialiku i śmiechu,
Žartawaŭ z biedaka jon dawoli.
I raskazywać hodzie što najlepš wyjšoŭ złodziej,
(Stary bajaŭ), «woś, pomnicie, dzieci,
Jak dwoch roŭnych zbiarucca, dy kali zadziarucca,
Karystaje zaŭsiody tam treci.

Stary Ułas.

Wałožyn 24/VII 1912 h.