Kiepska budzie U wastrozie
Верш
Аўтар: Францішак Багушэвіч
1891 год
Byŭ u czyscy
Іншыя публікацыі гэтага твора: У астрозе (Багушэвіч).

Спампаваць тэкст у фармаце EPUB Спампаваць тэкст у фармаце RTF Спампаваць тэкст у фармаце PDF Прапануем да спампаваньня!




U Wastrozie.

Papiery pryszli ŭ turmu z Akrużnoha
Szto zaraz zacznietca sud posle kalad.
Siadziełaż tam naszaho brata i mnoha,
Było i niawinnych pamieży nas szmat!
Byŭ pan, szto ŭ banku kraŭ hroszy czużyja,
Byŭ pisar, szto wydaŭ papiery błahija…
Ja sam tut siadzieŭ, a za szto? kab spytali,
Dyk jab nia skazaŭ i janyby nia znali.
A pisana tak: „szto strabiŭ żywy znak“. —
Kałok na kapcy (byŭ hniły, jak burak)
Pry poli maim mnie styrczaŭ tak jak skuła,
Najechaŭ kabyłaj i słup toj zwiarnuła.
Kabże lulku palić było czym nia krasaŭszy,
Ahoń razłażyŭ toj kałok paszczapaŭszy.
Pryjechaŭ da domu, pasiejaŭszy hreczku,
Zakinuŭ kabyle, zabraŭsia na pieczku.
Na zaŭtra praspaŭszysia dobra u ranku.
Zawieć mianie sotnik, stuknuŭszy pa ganku
Uratnik sklikaje narod aż na pole,
Pisać tam sztos treba jamu ŭ pratakole.
Pajszoŭszy hladżu ja, aż jon sztoś pytaja:
„Czyja to hranica i hreczka ot taja?
Chto słup aśmialiŭsia spalić samapraŭna!
Kali to było? — ci daŭno, ci niedaŭna?…
Uratnik że pisze, a ja dyk smiajusia,
Każu: „och ja nadto ciabie dy bajusia!
Pytaju: „ci brat twój, ci baćka hnilak,
„Szto ŭziaŭsia pisać pratakoł szczyra tak?
„Ci może toj koł tolki jość twoj ziarniak?
„A może wialiki jakiś byŭ naczał
„Ci spraŭnik, ci bolszy jeszcze hanarał?
„Prybłuda! schawajsia adkul ty pryszoŭ,
„U nas użo dosyć takich prybyszoŭ,
„I kożny zhnije, bo jak koł tut ubiŭsia,
„A zrublany pień tam zhnije, hdzie radziŭsia.
„Kabyła maja dyk usich was pawiernie
„Nia to szto czapać, ale tolki jak p…“!
A ludzi rahoczuć, zyjszoŭszysia z chat,
Bo kożny utapić by uratnika rad.
A jon dyki toja, szto ja każu, pisze,
Druhi raz spytaje, czaho nie pasłysze.
Mianież jeszcze bolej dy śmielaść biare.
A dziaćka moj bliska za honi are;
Jaż bicz jaho uziaŭszy dy zzadu zajszoŭ
Uratniku trejczy jak dam mież uszoŭ
Aż jon zakryczaŭ: „kaławur, tut razboj“!
I znoŭ zapisaŭ, ŭziaŭ papiery z saboj,
Jak sieŭ na kania, daŭ aż pył zakureŭ
Naród że sa śmiechu uwieś aż pamleŭ.
Smiajomsie sabie, a talio niaudahad, —
Uratnik — naczalnik, niato szto nasz brat.
Za tydzień-że sotnik pawiestki prypior,
Kab my usie zaŭtra zjawiliś u dwor:
Tut pan prylacieŭ, aż na trojce z zwankom,
Raspytywać budzie pad strohi zakon.
Tut niekudy dzietca, na zaŭtra czuć swiet,
Mużczyn z dwa dziesiatki, dwanaścia kabiet.
Idziom da dwara za małym nia dwie mili,
Idziom, a czaho? kab my znali, choć śnili!
Adzin każe, wyjszoŭ to peŭnie ukaz,
Kab skinuć padatki jakija iz nas;
Druhi, że ziamli dadaduć, ci abrok
Darujuć za proszły, ci hety choć rok.
Łhuć baby, szto biskupa wiernuć i znoŭ,
Ci może bić rozgami buduć panoŭ,
Za toja, szto niemcam usio pradali
I nadto pa szmat szto daŭhoŭ zawiali:
U bankach usie aż pa uszy siadziać,
Kidajuć dwary, na Paryżu hladziać:
Usie puszczy zmiali u żydoŭski kiaszeń
I żywuć tak biez zaŭtra, aby z dnia dy na dzień.
Nichto nia zhadaŭ, czaho kliczuć u dwór
Nichto nia paniaŭ, szto to sotnik prypior!

Prychodzim u dwor, — toj naczalnik jość tut.
Wychodzie da nas apranuŭszy surdut,
Pytaitca tak: „a zaszto wy rybiaty
Uratnika zduli, ledź trapili da chaty“?
„Za toja, my każym, szto nadto jon łasy:
Szto łubie jajeczniu, kurej i kiałbasy,
Unadziŭsia nadto jon łazić pa chatach,
Dy niuchać katoraj muż służe ŭ sałdatach;
Swinioj haspadare u naszym harodzie,
Praz dzwiery ułazie, praz wokny wychodzie;
Dy nadto cikawy, katory szto maje,
Nia to szto u swirny, ŭ kiaszeń zahladaje;
Na poli słupki — i da ich jamu naŭda,
Takoż nia ŭtaropie, hdzie kryŭda, hdzie praŭda;
Jon had kab pisać, a rabić nic nia robie,
A nam dyk jon tak, jak toj kaszel ŭ chwarobie“.

Myż hetak łapoczym, a jon usio pisze,
Pytaitca tolki, a sam — jak nia słysze;
A potym czytaje: „takija to ludzi
„Uratnika bili, ciahali za hrudzi:
„Pryznalisia sami i jak, i czym bili,
„I znali samy, szto zakon prastupili,
„Suproci naczalstwa zakonnaj ułaści
„I zmowiliś wioskaj uratnika ŭkłaści!
„Zaszczyczyk że ja, — abo ja toj kałok
Spaliŭ, a druhich ja u bunt uwołok;
Dyk mianie u wastroh tojże czas zapiarci
I sudzić najsrażej pa wialikaj staci!“
Czytaje jon hetak, a mnie dyk zdajetca:
„Jon z naszaho brata i z praŭdy smiajetca,
Bo ŭ zakonie ŭsie roŭny i pan i mużyk,
A sztoż to uratnik za wielki indyk?
Jak jon kaho treśnie, dyk heta niczoha,
Jakoż nia datkni, tak jak Jurja swiatoha!“
To tak dumaŭ ja, ażno wyszła nia toja;
Uratnik na służbie, to dzieła druhoja:
Tahdy sciaraży ty jaho jak toj skuły
Bo jon to nia jon, a to jość artykuły,
Razdzieły, staci i ŭsie zwody zakona!
Mużyk że, nasz brat, toj usiudy — warona.
Zdałosiaż mnie tak, szto ci durniu, ci szelmie,
Ci chitry jon budzie, bahaty choć wielmie,
Mundzir choć nadzienisz, żupan choćby nowy,
A durniamże budzie durny biezhałowy;
A szelmu że niucham paczuje sabaka
I usiudy dla szelmy cześć budzie jednaka.
I prykazkaż każe, szto, Boh nia ciala,
Susiej hramady paznaje kruciala!“
Zakonyż a dumaczki naszaho brata,
Jak nocz, a to dzień: heta budni, to świata.
Wot hetych zakonaŭ poniać ja nia moh;
Za hetaż ciapier ja papaŭsia u astroh.
Ciapier użo tut, dyk mnie woczy praciorli
Paznaŭ jak u baćkowu chatu zapiorli…
Otoż i zawuć i mianie na toj sud,
Uczyć szanawać i naczalstwa, i knut,
I słup, szto hnijeć stajaczy la daroh,
Bo naczał, knut i słup, to daŭ Boh!