Ščeroŭskije dažynki, Kupałła (1910)/Wincuk Dunin-Marcinkiewič i jaho žyćcio

Wincuk Dunin-Marcinkiewič i jaho žyćcio
Крытыка
Аўтар: Вацлаў Іваноўскі
1910 год
Ščeroŭskije dažynki

Спампаваць тэкст у фармаце EPUB Спампаваць тэкст у фармаце RTF Спампаваць тэкст у фармаце PDF Прапануем да спампаваньня!




č czytać jak cz.
š
sz

Wincuk Dunin-Marcinkiewic
i jaho žyćcio.


Wincuk Dunin-Marcinkiewič, syn Jana i Marjanny z Woŭčackich, radziŭsia u 1807 hadu u chwalwarku Paniuškiewicach, u niekolkich wierstach ad Babrujska, u Mienščyni. Baćka jaho siadzieŭ tam na arendzi. U Paniuškiewicach pražyŭ Wincuk swaje dziacinnyje i školnyje hady, pakul nie skončyŭ himnazii u Babrujsku kala hadu 1824-ho. Paśla Babrujskich škoł dziadźka Wincuka, ks. metropolit Stanisłaŭ Bohuš-Siestrencewič addaŭ jaho na dalšuju nawuku u kalegiju baćkoŭ bazylijanoŭ da Wilni, hdzie małodzik prabyŭ krychu času, a paźniej pajechaŭ u Pieciarburh wučycca za doktora. Adnak nie spanaraŭna była jamu heta nawuka, jon kinuŭ jaje i wiarnuŭsia u kraj rodny, u Mienščynu.

Wiarnuŭšysia s Pieciarburha, Marcinkiewič pasiadzieŭ u chaci, i ŭ hadu 1827-ym pastupiŭ na słužbu pry mienskim katalickim konsystory. U hadu 1829-ym jon užo člen mienskich hraničnych sudoŭ. U hadu 1831-ym jon ženicca z Juzefaju Baranoŭščankaju: u 1832-im jon pierachodzić u kancelaryju Mienskaj kryminalnaj pałaty. Tam jon zachwareŭ ciažka i musiŭ kinuć słužbu, straciŭšy siły da pracy. Ačunieŭšy, u hadu 1834 dastaŭ iznoŭ miejsce translatora, pierekładčyka papieraŭ na rasiejskuju mowu, u konsystory. U skoraści, bo ŭ 1839, zwierena jamu uparadkowańnie konsystorskaho archiwu; u tym že časie Marcinkiewič kupiŭ u mienskim pawieci, Pieršajskaj parachwii niewialiki chwalwarak — Lúcinku. S taho času naš pieśniar dzielić swoj čas miežy Lucinkaj i Mienskam, dzie jon mieŭ słužbu pry šlachockaj deputacyi.

Zaŭdawieŭšy, jon kinuŭ słužbu deputata i ŭ 1858 hadu ažaniŭsia druhi raz z udawoju Hružeŭskaju i asieŭsia zusim u Lúcincy; hdzie ščyra pracawaŭ dla dabra narodu.

Hłaŭnaja aŭtorskaja rabota Marcinkiewiča prypała na čas od 1846 da 1859 hodu.

U hetym časie Marcinkiewič napisaŭ, aproč taho što pisaŭ pa polsku, woś jakije rečy pa biełarusku:

U 1846 hadu wyšła ŭ Wilni kamedya „Sielanka“, abraz z žyćcia biełaruskaho narodu, pisanaja miešanaju mowaju, polskaju i biełaruskaju. Paźniej da hetaj kamedyi darabiŭ muzyku (chory) wiadomy muzyka i pryjaciel Marcinkiewiča Stanisłaŭ Moniuško.

U hadu 1855 nadrukawana ŭ Miensku apowieść s praŭdziwaho zdareńnia „Hapon“ (Hapon, Powieść białoruska, z prawdziwego zdarzenia, w języku białoruskiego ludu napisana. Ozdobiona 4 Rycinami). Paźniej čaść „Hapona“ pieradrukawaŭ ruskimi literami ŭ „Календарѣ Сѣверо-западнаго края“, nа 1889 hod prafesar M. Dounar-Zapolski i oddzielnaj ksionžačkaj: „ГапонъПовѣсть на бѣлорусскомъ языкѣ“ й Moskwie 1889 h.; u hadu 1908 druhoje poŭnaje wydańnie wyjšło ŭ Pieciarburzi.

U tymże hadu 1855 wyjšła u Miensku apawiedannie „Kupalła“, razom s polskimi tworami pieśniara u knizie „Ciekawyś? — przeczytaj!“ U hadu 1857 wychodzić u Minsku kniha „Dudarz białoruski“, a ŭ jej tak sama miežy druhimi polskimi tworami — biełaruskaje apawiadańnie „Szczeroŭskije dażynki“; tamže wierš biełaruski, katorym Marcinkiewić witaŭ u 1856 pryjechaŭšych u Miensk troch znamienitych ludziej: skrypača A. Kontskaho, muzyku S. Moniušku i pieśniara-minčuka Ludwika Kondratowiča — Syrokomlu.

U hadu 1859 u Wilni wyjšli pieršyje dzwie pieśni wiadomaho twora Adama Mickiewiča[1] u biełaruskim pierekładzie Marcinkiewiča. Kniha heta ŭraz że była aryštawana, i pabačyła świet tolki u druhim wydańni ŭ Pieciarburzi ŭ 1908 hadu. U hadu 1860 napisany wierš „Wiesna hoład pierapała“ (drukowany pierśy raz M. Doinar-Zapolskim u 1896 h.) (Дунинъ Марцинкевичъ и его поэма „Тарасъ на Парнасѣ“)

U hadu 1866 napisana kamedya u pinskaj hutarcy ,,„Pinskaja šlachta“ (nie drukowana nihdzie) i ŭ hadu 1870 kamedya „Zaloty“ miešanaj mowaj polskaj i biełaruskaj (nie drukawana nihdzie).

Jak kažuć, byli i druhije twory Marcinkiewiča, nie drukawanyje. Mnoha paprapadała, mnoha badziajecca pa świeci u rukapisach, chacia niema peŭnaści, ci heta sprawiedliwa twory Marcinkiewiča. Adzin s takich tworaŭ „Taras na Parnasie z rukopisu, znalezienaho zasłuženym dla Biełarusi p. A. Jelskim, nadrukawany, profesarom M. Doŭnar-Zapolskim u 1896 hadu (Дунинъ Mаpцинкевичъ и его поэма „Тарасъ на Парнасѣ). Adnak niema peŭnaści, ci heta apowieść wyšła spad piera Marcinkiewiča. Hetym i skončyłasia literackaja praca Marcinkiewiča. I nia dziŭna, bo ŭ 1863-im hadu zabaronieno było susim drukawać pa biełarusku. Kamu mahła być prykrejšeju i ciažejšeju heta zabarona, jak nie našamu pieśniaru? Smutnyje hody swaje pieśniar dažyŭ u Lúcince, addaŭšy Bohu dušu 17-ho śniežnia (dziekabra) 1884 hodu. Zaniaśli jaho susiedzi-mužyki na mohilki pry kaplicy u Tupalščyni. Nie časta tak pa baćku płačuć dzieci, jak płakali pa jim susiedzi.

Wincuk Dunin-Marcinkiewič byŭ ščyry syn našaj baćkaŭščyny — Biełarusi. Chacia jon radziŭsia sierod šlachty i panoŭ, u tym časie ŭžo dobra spolščenych, wyros jon nie panskim-šlachockim synkom, a synom usiej ziamli rodnaj. Jon lubiŭ jaje, našu rodnuju ziamielku, lubiŭ i narod, što twar ziamli płuham-baranoju dziareć i, kali dumaŭ ab dabre kraju, to prad jaho wačyma stanawilisia tysiačy mužykoŭ-pracawikoŭ. I tamu to ŭsie dumki ab lepšaj doli kraju lotajuć, trapiečucca kala palapšenńia doli biełarusa-mužyka.

A palepšyć dolu mužyčuju možna było dwajaka: pieršaja — zniawolić panoŭ, u rukach katorych była ŭsia dola i niadola mužyčaja, zrabić štokolwiek dla mužykoŭ, druhaja — aświacić samoha mužyka, dać jamu nawuku i tym pamahčy jamu wybiwacca z niadoli.

Z hetych dwuch daroh pieśniar nie zbiwajecca ŭsio swajo pracawitoje žyćcio. Z adnej starany u ŭsich swaich tworach, dzie tak piekna, tak choraša i razam tak sprawiedliwa namalowana żyćcie biełaruskaho mužyka, i s siaredziny, i z nadworka, Marcinkiewič pakazywaŭ, što toj samy mužyk spad pryhonu — čeławiek, čeławiek sercem, dušoju i rozumam, što treba tolki dać jamu možnaść nawuki, žyćcia nie skacinnaho miežy jadoju, rabotaju i spańniem, a biełaruski mužyk patrapić stać karystnym dla kraju čeławiekam, nie horš za tych poŭpankoŭ, katoryje, słužačy u wialikich panoŭ, upraŭlalisia z mužykami, jak chacieli. Heta myśl prachodzić praz „Hapona“. A jak naš pieśniar učyŭsia razumieć dolu-niadolu mužyka z žycia samoha, s taho, što bačyŭ swajmi wačyma, to bačyŭšy nie raz takuju kryŭdu, zwaračywajecca da panoŭ u polskaj pradmowie k „Haponu“.

„Pišučy hetu apowieść“, haworyć pieśniar: „ja dabiwaŭsia, kab pany, wybirajučy sabie akanomaŭ, kamisaraŭ, lepiej pryhladalisia da taho, što heta za ludzi. Bo jany nie raz karystajuć na zło z danaj im ułaści, dla swajej zachcianki hubiać rabočy lud“. Z jakoj heta radaściu achwiarujeć Pieśniar swaje knižki „Ciekawyś? — przeczytaj!“ panu Aleksandru Łappie, maršałku Babrujskaho pawiatu, za toje, što, praježdžajučy praz jaho ziamlu, bačyŭ, što dobra tam żywiecca muzyku. „Serce majo zadryžeła ad radaści. Ja znašoŭ usiaho dawoli, što świedčyć ab dastatku ŭ narodzie. I ja z radaści zakryčaŭ: z hetymi ludźmi žywie Boh! tut rasparadžajecca nie panskaja, a baćkoŭskaja ruka!“ Znajučy adnak panoŭ i wiedajučy, što nie mnoha znajdziecca, takich, katoryje, nie bačučy swaje karyści, buduć dbać ab lepšaje žyćcio i nawuku swaich mužykoŭ, pieśniar pakazywajeć panom i karyść, jakaja budzie dla ich z wučonaho, nie zabitaho mužyka.

Namaŭlajučy panoŭ palepšać dolu swaich mužykoŭ, Marcinkiewič nie zabywaŭsia zwaračywacca i da samych mužykoŭ. Ŭžo heta adno, što jon pisaŭ pa biełarusku, jasna pokazywajeć, što jon pisaŭ dla mužyka, chacieŭ dać mužyku-biełarusu knihu, pisanuju ŭ jaho mowie. A jakoje značeńnie majeć dla biełarusa drukawanaje słowa u jaho rodnaj mowie, znajeć kažny, chto mieŭ atkrytyje wočy na siahońniaśniaje adradzeńnie Biełarusi. Biełaruskaja knižka dawała biełarusu wieru u siabie, dawała peŭnaści, što jon, astawajučysia saboju, biełarusam, može być takim samym čeławiekam, jak usiaki druhi, što haworyć druhoj mowaj.

Ceniučy sprawiadliwa značeńnie drukawanaho słowa u biełaruskaj mowie, naš pieśniar razumieŭ i wahu słowa žywoha — słowa s sceny teatru. U piacidziesiatych hadoch prošłaho wieku u Miensku byŭ dobry polski teatr. Za starańniem Marcinkiewiča tam dawali i predstaŭleńnia biełaruskije, u katorych i sam pieśniar nie raz wystupaŭ na scenie. Tak asabliwie upadabaŭ jon sabie predstaŭlać na scenie wojta Nauma-Pryhaworku z „Sielanki“ i časta patpisywaŭsia hetym imieńniem.

Świetły i šyroki rozum Marcinkiewiča nia moh nie razumieć, što biez nawuki, biez škoły, narod nie zdaleje padniacca. Jon nie zdawoliŭsia tym, što pisańniem swaim namaŭlaù panoŭ dawać nawuku mužykom — nie, słowy swaje jon zmacowywaŭ pracaju i prykładam. I tak ŭraz pa krymskaj wajnie, jak stala mahčyma wučyć atkryta, Marcinkiewič załažyŭ dźwie škoły: adnu dla swaich sielan u Lùcince, druhuju dla biednych mieščan u Miensku.

Adnak ŭsio heta nie zdawoliła Marcinkiewiča; jon razumieŭ, što ŭsiaho hetaho mała, kab paprawić dolu mužyka. Lekarstwa na niadolu, na biadu, jon widzieŭ adno: swabodu, skasawańnie panščyny. U 1860 hadu jon napisaŭ wieršy:

Wiesna hoład pierepała,
Ani soli, ani krup:
I skacinie kormu mała,
I šamomu ani ŭ zub.
Na pałaciach dochnuć dzieci,
Žonka try dni z duru pjeć,
I daŭno parožna ŭ kleci,
I parožnaja asieć.
Kalita lażyć pad łaŭkaj,
A pry joj parożny hlak; —
Ad kalad my s kumam Saŭkaj
Pacirali ŭ hubie smak.
Ale hora — ŭžo spaŭhora;
Cyc, niaboha! troški cyc!
Woś nam wolnaść daduć skora,
I, jak ptuški, budziem žyć.
K čortu žonka, łasa baba!
Biary čort i kalitu,
A papuści wožki słaba
I daj wolu chamutu.
Budziem roŭnyje s panami,
Sami budziem my pany,
I harełku pić zbanami,
I hulać tak, jak jany.
Pierestanuć našym bratam,
Jak skacinaj tarhawać, —
Napuskacca lichim matam,
Skuru z noh da karku drać.
Choć chałodna, choć hałodna,
Cholad, hoład nipačom!
Ech! kab tolki nam swabodna!
Na swabodzie adžywiom.
Woś panam nia duža łoŭka:
Samym treba pracawać!
Pabalić nie raz hałoŭka,
Kali prydziecca arać.
Nie adzin to napaciejeć
I zaskačeć drapaka…
Bo sam tolki jeść umiejeć,
Dy drać skuru z mužyka.
Jakby byŭ jakoj skacinaj,
Abo horšy ad jaho:
Bili puhaj dy dubinaj.
A ciapier brat ohoho!
Mužyk budzieć nie skacinaj;
Nie raz skažeć pan s panoŭ:
„Panie Hryška, panie Mina!
„Jakže waspan? ci zdaroŭ?“

Z hetych wieršaŭ widać, jak naš pieśniar zžyŭsia s prostym narodam. Rysujučy nam prostymi słowami chapajučy za serca abraz, jon rysawaŭ jaho nie tak, jak widzieła jaho razumnaje woka, a tak, jak widzieła woka ciomnaho mužyka, zahnanaho, zabitaho, katory u swabodzi bačyŭ sama napierš kaniec ździeku i mahčymaść hulać do woli.

Apisywajučy žyćcio i zasłuhi Marcinkiewiča, nielha nie ŭspomnić i ab jaho mowie biełaruskaj. Biełaruskaja mowa u tworach Marcinkiewica padniata na wierchawinu literaturnaje artystyčnaje mowy. Jak majster kamieniar z šeraho kuska kamieniu adkujeć figuru usim na-dziwa, tak pad piarom Marcinkiewića naša biełuruskaja mowa, taja samaja mužyckaja, nieraz pahardžanaja mowa, wyliwajecca kruhłymi, zakončenymi, charošymi wieršami. Jany to ciakuć z miłaju prastatoju bylicy — pieśni staraha dzieda — lernika, ci dudara, to śmiajucca čystaju wiasiołaściu wiaskowych wiečernic, to wažna stuplajuć, adziewajučy myśli Mickiewiča u biełaruskuju apratku, to rwucca, dahaniajuć adzin adnaho, bytcym nohi udałaho chopca u taŭkaču ci miacielicy.

Nie mnoha z našych pieśniaroŭ tak paznali tak apanawali biełaruskuju mowu, jak Marcinkiewič.

Śpi że spakojna, naš pieśniaru, śpi i wiedaj, što Twaja praca nie prapała darma, što budzicca narod, što ty tak haračo lubiŭ, budzicca i nie zabudziecca ŭžo nikoli ab sabie i ab Tabie.

W. Trojca.


  1. Pan Tadeuš“.